wtorek, 23 lipca 2013

1. "Głupi rak!"

Spakowałam wszystko, będąc już gotowa do wyjścia. Moi  rodzice wyszli parę minut temu, żeby zapakować się do samochodu. Powiedzieli mi, że mam zejść na dół, kiedy tylko będę mogła.

Właśnie zakończyłam miesięczny pobyt w szpitalu. Głupi rak.

To zrujnowało naszą rodzinę. Moja babcia zmarła kilka lat temu na raka, a moja mama po prostu go pokonała. Powiedziała mi, że też mogę to przezwyciężyć, ale czuję się, jakbym nie mogła. Mając raka w wieku 18 lat, jest do bani.

Jeśli mnie widziałeś, nie pomyślałbyś, że mam raka. Nie pomyślałbyś, że w wieku 18 lat można mieć raka.

Moi  rodzice są bardzo pomocni. Rezygnowali z pracy, kiedy czułam się niezbyt dobrze. Nawet jeśli był to niewielki ból głowy, brali dzień wolnego  i spędzali czas ze mną, więc było w porządku.

Mój tata jest właścicielem sklepu, który ma się bardzo dobrze. Moja mama prowadzi schronisko dla zwierząt, tutaj, w Los Angeles. Nie powiedziałbym, że jesteśmy bogaci, ale mamy za co żyć, wystarczy przynajmniej, aby zapłacić za wszystkie moje rachunki szpitalne.

Zdiagnozowano u mnie chorobę, kiedy miałam 13 lat. Walczyłam przez ponad pięć lat, a teraz to jest po prostu okropne. Wszystkie wyjazdy do szpitala, wszystkie spojrzenia, którymi zostałam obdarowana w klasie, bo myśleli, że to zaraźliwe. Nikt nie chciał spędzać ze mną czasu, bo sądzili, że jestem niebezpieczna. Rodzice wyciągnęli mnie ze szkoły, kiedy skończyłam 14 lat, byłam zmęczona tym, co robili ludzie wokół mnie.

Kiedy już miałam chwycić walizki i skierować się na parking, do mojego pokoju weszła pielęgniarka:

- Oh, Anabelle, ciągle tu jesteś! Dobrze. Chciałam tylko cię zobaczyć i powiedzieć, że praca z tobą w tym miesiącu była przyjemnością. Życzę ci wszystkiego najlepszego. - powiedziała mi.

- Dziękuję, Saro. Będę za tobą tęsknić. – powiedziałam, przytulając ją. - Jeżeli kiedykolwiek będę musiała tu wrócić, a pewnie będę musiała, zapytam o ciebie. – powiedziałam, a ona się uśmiechnęła.

- Będę tu dla ciebie.- potarła moje ramię swoją ręką, zanim wyszłam.

Sara była moją ulubioną pielęgniarką. Zawsze, kiedy chciałam czekolady w nocy,  przerywała swoją nocną zmianę i przynosiła mi torbę ze słodyczami. Żadna inna pielęgniarka nie zrobiłaby tego dla mnie. Za nią będę tęsknić najbardziej.

Chwyciłam potrzebne rzeczy  i skierowałam się do drzwi. Opuściłam w końcu mój szpitalny pokój, przechodząc korytarzem. Poczułam, że mój telefon wibruje w torbie, więc zajrzałam do niej, żeby go poszukać. Znalazłam. Wzięłam go do ręki, skręcając za rogiem, by dostać się do windy. Nie patrząc dokąd idę, odczytałam sms’a od mamy: „Zaparkowaliśmy na 4 poziomie, pierwsze miejsce przy windzie.” – napisała. Schowałam urządzenie z powrotem do torby.

Kiedy spojrzałam do góry, okazało się, że w kogoś weszłam.

- Przepraszam! – powiedziałam w panice. Nienawidziłam wchodzić w ludzi. Nie lubię ich niepokoić.

- Nie ma problemu.- powiedział chłopak, którego uderzyłam ciałem. Spojrzałam na niego. Miał ładną linię szczęki, a jego miodowe oczy były przepiękne. Posiadał ułożone w nieładzie, nażelowane blond włosy. Wyglądał dobrze.

- Uhh.- usłyszałam jak mówi, w końcu się na niego gapiłam. Zgaduję, że nie zdawałam sobie z tego sprawy, bo kiedy spojrzał na dół, jego ręka trzymała moje ramię. W końcu ją puścił.

- Przepraszam. – powiedział cicho.

- W porządku.- odpowiedziałam nieśmiało.

- Jak masz na imię?- zapytał, drapiąc się po karku.

- Anabelle.- podałam mu dłoń.

- Justin.- powiedział, ściskając ją delikatnie.

Oczywiście, że wiedziałam kim był. Nie mieszkałam w jaskini ostatnie pięć lat. Lubiłam jego twórczość, ale nie byłam jedną z jego szalonych fanek, które płaczą przy spotkaniu z nim. Byłam w szoku, rozmawiając z nim, ale starałam się być na tyle normalna, na ile mogłam. Uśmiechnęłam się, potrząsając jego ręką. Kiedy ją schował, powiedział:

- Więc… Co tutaj robisz?

Zawsze czułam się niekomfortowo, gdy ktoś pytał dlaczego byłam w szpitalu. Nie lubiłam mówić im, że mam raka. Zazwyczaj reakcja na to była taka: „Oh, przykro mi to słyszeć” lub: „O mój boże, jesteś bardzo silna”. Słyszałam to często. Nie chciałam mówić Justinowi, dlaczego naprawdę tutaj jestem, dlatego skłamałam.

- Odwiedzałam przyjaciółkę. – powiedziałam z nadzieją, że nie wyczuje kłamstwa. Jestem beznadziejną kłamczuchą.

- Oh, mam nadzieję, że koleżanka czuje się lepiej.

- Dziękuję. Więc, dlaczego ty tu jesteś?- zapytałam.

- Właśnie skończyłem odwiedzać kilku pacjentów chorych na raka. – mówił, patrząc załamany. – To smutne widzieć tak dużo cierpiących ludzi.

- Tak, to prawda.- powiedziałam łagodnie. Gdybym mu powiedziała, że również na to choruję,  uzyskałabym taką samą odpowiedź.  - Cóż, muszę iść. Miło było mi cię poznać, Justin. – powiedziałam, zanim się uśmiechnęłam i odwróciłam w stronę windy.

- Czekaj!- powiedział dość głośno, ale nie na tyle, aby zakłócić czyjś spokój. – Chciałbym zobaczyć cię znowu.

Czy Justin Bieber właśnie powiedział, że chce mnie jeszcze zobaczyć?  

Moje serce podskoczyło, zanim uśmiechnęłam się i podałam mu swój numer telefonu. Wprowadził go do swojego, a potem schował do kieszeni.  Chwycił delikatnie moją dłoń i musnął ją delikatnie.

- Do następnego razu, Anabelle. – mówił, a potem odwrócił się i odszedł.

Czy to naprawdę mi się przytrafiło?

____________________________
                                         

Hej! Tutaj wasza @biebstoots. Postanowiłam, że udoskonalę trochę swój język angielski i zacznę tłumaczyć opowiadania. Padło na "5 Wishes". Mam nadzieję, że przyjmiecie je ciepło, bo to moje pierwsze tłumaczenie kiedykolwiek! Nie jest to kolejne tłumaczenie z serii: "Justin you're a killer", ale ciepła historia, której akcji nie będę zdradzać. Dowiecie się w swoim czasie. Kolejny rozdział powinien pojawić się we wtorek { 30.07.13 }, ale jeśli będzie dużo próśb czy komentarzy, wtedy może będzie wcześniej. Piszę do przodu, jestem przy piątej części, więc w razie czego- będę miała co wstawić. Jeśli macie jakieś pytania, zadawajcie je w komentarzach, jeśli chcecie coś napisać, macie link do mojego twittera. Pozdrawiam :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz